poniedziałek, 29 lutego 2016

Nanapple Pie bez pieczenia!





 Banana+apple=Nanapple! Gdy na szybko robiłam "coś słodkiego", bez wcześniejszych zakupów, odkryłam takie oto cudowne połączenie. Jest to nawet lepsza wersja kultowego Bananoffe Pie - odważne stwierdzenie, którego jestem jednak zupełnie pewna. Cała magia niewypieku tkwi w aromacie cynamonu, więc jeśli Wasze ciastka nie zawierają go zbyt dużo, dodajcie go do spodu.

Składniki na małą tortownicę:
Spód:
-4 duże ciastka owsiane: domowe lub kupne (zalecam użycie takich mocno cynamonowych)
-pół dużego, zblendowanego banana

Masa:
-2 średnie jabłka, obrane i starte na tarce o grubych oczkach
-3 średnie banany pokrojone na plasterki o grubości 1 cm
-5 świeżych daktyli, drobno posiekanych
-0,5 szklanki wody

Wierzch:
-puszka mleka kokosowego schłodzona przez dobę w lodówce
-łyżeczka cynamonu

Ciasteczka kruszymy w blenderze na proszek, przekładamy do miski, wygniatamy z bananem. Wykładamy ciastem tortownicę wysmarowaną wpierw delikatnie olejem. Jabłka układamy na spodzie, potem kładziemy plasterki bananów tak, aby ściśle do siebie przylegały. Daktyle blendujemy z wodą i taki krem rozsmarowujemy na bananach. Twardą część mleczka ubijamy mikserem (polecam bez cukru, ciasto jest już wystarczająco słodkie). Smarujemy
wierzch naszą śmietanką i posypujemy cynamonem. Wkładamy na kilka godzin do lodówki...i pożeramy!

poniedziałek, 22 lutego 2016

7 rad - jak nie zbankrutować na weganiźmie

 Martynka - weganka, która jest mega kasiasta, bo oszczędza piniondze podczas kupowania trawy.

 Słyszycie czasami, że wydajecie pewnie
mnóstwo pieniędzy na jedzenie? Że weganizm to straszliwie drogi jest? Że ludzie Was nie rozumieją, bo przecież to z 400 złotych na prowiant i zastrzyki z uderzeniową dawką B12, trzeba co tydzień wydać, aby nie umrzeć z powodu niedoborów i niedożywienia? I co kupicie w zwykłym markecie, biedni ludzie, chyba nic nie możecie dla siebie wybrać? Polecam lekturę dzisiejszego postu osobom, które chciałyby poprawić swoje umiejętności argumentacji, aby wykorzystać je w dyskusjach, gdy druga strona zada nam wyżej wymienione pytania, osobom, które same takie pytania kiedyś weganinowi zadały, oraz osobom, które mają problem z cotygodniowymi wydatkami na jedzenie.

 Weganizm może, ale nie musi być drogi. Tak samo jak w przypadku każdej innej diety! Może być też bardzo zdrową dietą, ale wcale nie musi. Nie mylmy bowiem diety wegańskiej, ze zdrową - fit - naturalną dietą, bo na dietę roślinną decydują się osoby, którym szkoda zwierząt, produktów odzwierzęcych nie lubią, bądź mają na takie produkty alergie... Niekoniecznie chodzi od razu o zdrowsze nawyki żywieniowe i porzucenie fast food'ów, mimo to, że odrzucenie mięsa, jaj oraz nabiału samo w sobie sprowadza nas ku lepszemu zdrowiu.

 Czy napisałam to, aby zasugerować Wam, że zdrowa dieta to jednocześnie drakońsko kosztowna dieta? Absolutnie nie - rozumiem jednak, że istnieje grono osób, które odżywiają się jeszcze zdrowiej, niż tylko zdrowo. Kupują oni ekologiczne warzywa i owoce, piją wodę z młodego kokosa tajskiego i codziennie smarują całe swoje ciało nierafinowanym olejem arganowym, który dolewają również do sałatki z niepryskanej sałaty od lokalnego, znajomego rolnika. Dzisiaj skupię się na pokazaniu Ci, jak mądrze ograniczyć wydatki na jedzenie, aby nie pogorszyć Twojego stanu zdrowia, o ile nie preferujesz modelu odżywiania, który opisałam przed chwilą. Pewnie zauważysz, że zaczniesz jeść nawet lepiej, niż wcześniej, a mimo to zaoszczędzisz więcej pieniędzy do wydania na Twój zamierzony cel.

 Moje pożywienie kosztuje moją rodzinę ok. 80-70 zł tygodniowo, mimo to, że śmieci naprawdę nie jadam, ćwiczę jednocześnie 5 razy w tygodniu i najadam się do syta. Jakie techniki stosuję, aby wychodziło tak tanio, jak ja to robię? Zapraszam to czytania!

#1 - kupuj orzechy i kasze w dużych paczkach
 W większych marketach takich jak Auchan, czy Kaufland (oczywiście nie tylko tam), możemy kupić np. migdały lub kasze w kilogramowych workach. Taki wór orzechów kosztuje mniej więcej 40 zł. Obok leżą 100-gramowe paczuszki w cenie 8 zł. Ten, kto chce wydać mniej, powiecie że wybierze opcję numer 2. Możliwe, że tak, jednak gdy kupuje migdały regularnie, może przepłacić, jak już pewnie każdy wyliczył...40 zł! Niska cena przy artykule na rachunku nie zawsze przekłada się na oszczędzanie. To prawda, że wydanie tak dużo na jedną rzecz powoduje wręcz wyrzuty sumienia, jednak niech pozory Was nie mylą! Za jakiś czas te pieniądze się zwrócą! Zawsze patrzymy na cenę za kilogram lub za 100 gram.

#2 - rób zakupy w dużych marketach
 Ceny są tam zazwyczaj niższe niż w prywatnych osiedlakach i sklepach jak np.Żabka. Większy wybór artykułów pozwala nam dodatkowo zrobić kompletne zakupy w jednym miejscu.

#3 - nie kupuj gotowców
 Podziękuje Twoje zdrowie i portfel. Póki co, ceny wegańskich zamienników i dań instant są naprawdę wygórowane. Zamiast płacić 10 złotych za dwa kotlety, lepiej usmażyć coś na szybko w domu - spore grono osób szuka wymówek, jednak przyrządzenie prostego, wegańskiego obiadu naprawdę nie zajmuje tak wiele czasu! Nie daj sobie wmówić, że potrzebujesz "zamienników" mięsa w postaci mięso-podobnych produktów. Zamienniki to kasze, zboża, orzechy i warzywa!

#4 - poluj na promocje
 Jednocześnie nie kupuj produktów, których w wyższej cenie raczej nigdy byś nie kupił, bądź mimo przeceny dalej są drogie. "Obniżka ciastek! Miałam się zdrowo odżywiać, ale za taki bezcen żal nie kupić, ponad 50% taniej, okazjo nadchooodzę!"- przykład bardzo błędnego toku myślenia. Polecam szukać swoich ulubionych produktów (takich, co stale są na naszej liście zakupów) w okazyjnych cenach. Bardzo często też niektóre warzywa i owoce są tańsze, gdyż są sezonowe - takim promocjom jak najbardziej mówimy tak!


#5 - jedz sezonowo
 Tak, jak napisałam już wcześniej - sezonowe jedzenie zazwyczaj jest tanie. Ale tanie, w tym przypadku, wcale nie oznacza gorsze! Takie warzywa i owoce są dużo zdrowsze. Do ich produkcji nie potrzeba używać tyle chemii, a na dodatek nie jadą do nas (większość) z drugiego końca świata. Pomijając wszystkie inne aspekty...czy polskie, czerwcowe truskawki nie są najlepsze na świecie?

#6 - kupuj tylko tyle, ile jesteś w stanie zjeść
 Chyba najgorszą rzeczą, jaką można popełnić, jest wyrzucanie przeterminowanego, lub (co gorsza!) pozostałego jedzenia po obiedzie, tego zupełnie dobrego! Dlatego pamiętaj - dokładnie planuj, ile będziesz w stanie zjeść i tyle też kupuj i gotuj. Resztki zawsze możesz zamrozić, zawekować lub zjeść następnego dnia. Marnując żywność nie szanujemy własnych pieniędzy, środowiska i innych ludzi!

#7 - uważaj na superfoods
 Tak zwane "popularne" i agresywnie reklamowane teraz jedzenie, czyli superfood. Zazwyczaj o dziwnej nazwie, o diabelskiej cenie i rzekomo niesamowitych właściwościach. Często niestety jesteśmy wprowadzani w błąd, jak w przypadku jagód goji, które podobno zawierają idealny zestaw aminokwasów i są bogatym źródłem białka, przy czym w rzeczywistości  białka nie zawierają prawie w ogóle - jak zresztą wszystkie owoce! Nie mówię, że super-jedzenie jest złe, bo nie jest - jednak tak samo zdrowe produkty znajdziemy w każdym warzywniaku. Zamiast jagód goji - jadajmy polskie jabłka, zamiast nasion chia - siemię lniane. Młody jęczmień da się zastąpić tanim jak barszcz szpinakiem, rukolą lub jarmużem. Amarantus? Stawiamy na owies, żyto i jęczmień!

niedziela, 21 lutego 2016

Blog roku 2015 - moja kandydatura!


Link potwierdzający moją kandydaturę: http://www.blogroku.pl/2015/zgloszenie/15,1630,vegan-rebel

Chociaż mój blog istnieje dopiero od
września zeszłego roku, zdecydowałam się wziąć udział w tegorocznej edycji "Gali Twórców". Długo zastanawiałam się, czy ma to w ogóle jakiś sens - mam przecież pełną świadomość tego, że pierwszego miejsca nie zajmę. W ostatnim momencie (od wtorku zaczyna się już głosowanie sms-owe) podjęłam jednak wyzwanie, bo pomyślałam - dlaczego by nie, nie mam nic do stracenia! Może otrzymam choć kilka głosów, co sprawi mi po prostu wielką przyjemność, ucieszę się z tego bardzo i TO będzie się liczyło! Nie miejsce w rankingu ;)

  Chciałabym przy okazji przełamać stereotyp nastoletniego blogowania, które niechlubnie kojarzy się obecnie z tekstami o modzie, szkole i ubraniach, nie posiadającymi głębszego sensu i rozwiniętego języka, oraz szybkim zniechęceniem do dalszej "literackiej" pracy w Internecie - blogi takie często wygasają po kilku miesiącach, gdy właścicielkom w końcu wygasa słomiany zapał.

 Ja obiecuję, że bloga prowadzić będę dalej - brak weny, spadek liczby wyświetleń, zniechęcenie i normalny, ludzki "leń" zdarzają się każdemu blogerowi. W takich sytuacjach trzeba po prostu zmobilizować się do pracy i wrócić, gdy napisze się coś, co jeszcze bardziej przyciągnie czytelników i zachęci nas do dalszej roboty. Nigdy nie zamierzam też obniżać poziomu swoich postów, ani zmieniać typowego nurtu tematyki, jakiej się trzymam. Dalej będziecie mogli inspirować się na mojej stronie kulinarnie (staram się robić coraz ładniejsze zdjęcia, zauważyliście?), będziecie motywowani do ćwiczeń fizycznych, a to wszystko do samego końca utrzymane będzie na filarach codziennego, wegańskiego życia.

 Jestem odważną nastolatką, która wychodzi przed szereg pichcąc roślinnie. Zapraszam gorąco do oddawania na mnie głosów i z góry dziękuję za wsparcie!

czwartek, 18 lutego 2016

Hardkorowe ciacha z granolą

 Idealne do chrupania przed treningiem lub na śniadanie! Hardkorowe, bo kaloryczne, zdrowe i rozsądnych rozmiarów, takim ciachem można się najeść :) Cudownie smakują maczane w sojowym mleku waniliowym - ja preferuję te z Rossmanna, takie też i załapało się na zdjęcie. Aby dostarczały naszemu organizmowi błonnika oraz węglowodanów złożonych, użyłam do ich wypieczenia mąki pełnoziarnistej, ale oczywiście możecie dosypać do swoich klasycznej - białej. Ilość syropu klonowego również modyfikujcie według własnego uznania, ponieważ to, jak bardzo słodkie wyjdą, będzie zależeć od słodkości użytej granoli. Zachęcam jednak do zrobienia domowej, najlepiej koszystając z mojego przepisu. Wyjdzie taniej, pyszniej i zdrowiej!


Składniki na 7 sporych ciach:
-1 i 1/2 szklanki granoli z tego przepisu
-200 g mąki pszennej pełnoziarnistej
-2 łyżeczki proszku do pieczenia
-łyżeczka cynamonu
-1/4 szklanki oleju
-4-6 łyżek syropu klonowego
-3/4 szklanki mleka roślinnego

Mieszamy najpierw suche składniki, dodajemy mokre i wygniatamy rękoma. Formujemy ciacha o grubości 2 cm. Pieczemy na papierze do pieczenia w 180°C przez ok.14-18 minut. Studzimy na kratce. Smacznego!

Spodobało Ci się? Zapraszam w takim razie na:
-mój fanpejdż na Facebooku 
-mojego instagrama: _Vegan_Rebel_
-oraz na Snapchata: martynga.imbir

niedziela, 14 lutego 2016

Ciasto smoked cherry


Kto obserwuje mój fanpejdż na Facebooku, pamięta chyba jeszcze akcję sprzedaży ciast na kiermasz charytatywny? A pamiętacie ciacho na czwartek, o tajemniczym imieniu "smoked cherry"? Kilka osób na fanpejdżu, również z mojej szkoły (udana weganizacja młodzieży!), upominało się o przepis, więc proszę bardzo, już zdradzam mój słodki sekret. Tłumacząc na nasz język ojczysty, ciasto nosi nazwę...wędzona wiśnia! Pewnie większość z Was w swoim życiu nigdy nie próbowało wypieku o tak unikalnym smaku i to co przypadkowo stworzyłam, wprawiło Was w zdziwienie. Zaufajcie mi jednak, że...wyszło naprawdę super! Wyszło z podstawowego przepisu na murzynka, ponieważ przed zabraniem się do pracy nie sprawdziłam na jakim stanie jest kakao - jak na złość, na stanie kakao nie było, wsypałam więc nieco różniący się smakiem karob. Potem nawinęły mi się jeszcze nasionka annato, czyli nowość wypatrzona przez mamę w Auchan, suszone wiśnie, czekolada... Z tego szalonego miksu powstało właśnie ciasto o smaku gorzkawej, przypalanej wiśni. Jeśli nadal ciężko jest Wam w to uwierzyć, weźcie odrobinę mączki chleba świętojańskiego na łyżeczkę (karob) i poliżcie - tak, tak, to jest właśnie to! Polewa czekoladowa ma za zadanie podkreślać nieco wytrawność wypieku i przy okazji, pięknie utrzymywać wiórki kokosowe na wierzchu. O strukturze ciasta mogę z dumą powiedzieć, że jest idealnie puszyste i wyrośnięte, również wilgotne. Dzisiaj walentynki, myślę więc, że to idealny moment na pałaszowanie z ukochaną osobą takiego totalnego, wegańskiego pornfood'u...

Składniki:
Ciasto:
-2 szklanki niesłodzonego mleka roślinnego
-3 szklanki mąki pszennej
-czubata łyżeczka sody oczyszczonej
-czubata szklanka cukru
-3 łyżki karobu
-łyżeczka cynamonu
-łyżeczka mielonej kawy
-3 łyżki dżemu
-2 łyżki zmielonych ziarenek annato
-łyżka octu
-1/2 szklanki oleju

Wierzch:
-100g gorzkiej czekolady+2łyżki gęstego mleka kokosowego
-garść wiórków kokosowych
-kilka suszonych wiśni

Wszystkie składniki na ciasto wrzucamy do dużej miski i miksujemy mikserem na puszystą masę. Przelewamy do silikonowej keksówki. Pieczemy przez ok. 60 minut w 180°C. Gdy ciasto ostygnie, czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej z mlekiem kokosowym i polewamy wierzch naszego wypieku. Posypujemy wiórkami i suszonymi wiśniami. Smacznego!

Spodobało Ci się? Zapraszam w takim razie na:
-mój fanpejdż na Facebooku 
-mojego instagrama: _Vegan_Rebel_
-oraz na Snapchata: martynga.imbir

niedziela, 7 lutego 2016

Surowe ciasto marchewkowe - tanie i pyszne!


Przepis podpatrzony u Ervegana - dziękuję bardzo Erykowi za zgodę na publikację i świetną inspirację (rymnęło mi się)! Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie zmodyfikowała choć trochę oryginalnej receptury, dodając osobisty akcent - tutaj skupiłam się przede wszystkim na obcięciu kosztów produkcji, bo mimo to, że migdały i suszone morele pasują jak ulał do smakowego klimatu tego ciacha, to nie należą do najtańszych bakalii. Postanowiłam temu zaradzić, oszczędzając pieniądze, ale nie oszczędzając na jakości efektu końcowego naszego miksowania w kuchni. Przedstawiam Wam orzeszki ziemne oraz ziarna słonecznika w roli migdałów oraz rodzynki w roli suszonych moreli!
 Jak dotąd nie znalazłam jednak tańszego zamiennika kremu z nerkowców, który wieńczy górę naszego witariańskiego marchewkownika. Eksperymenty ze słonecznikiem i bananem kończyły się fiaskiem, ponieważ i tak już szarawej barwy ziarno słonecznika, ciemniało po kilku godzinach i na wierzchu powstawała nieładna, brunatna "skorupka". Jeśli wymyślę lepsze rozwiązanie, na pewno Was o tym poinformuję - na chwilę obecną proponuję zakupić paczkę nerkowców w Lidlu, gdzie znajdziemy je chyba w najkorzystniejszej cenie.
 Przejdźmy do walorów smakowych, które bez wątpienia zrekompensują wydatek 5 zł na krem! Mimo to, że ciasto jest surowe (odpowiednie dla osób będących na diecie, która nie dopuszcza spożycia potraw podgrzanych do ponad 42°C) smakuje tak samo dobrze, a może nawet lepiej, jak tradycyjne wypieki. Masa marchwiowa jest leciutka i kremowa, ale nie przypomina papki, dzięki temu, że blendujemy na gładko tylko połowę warzyw. Taka sztuczka! Biały krem, to warstwa, której za żadne skarby nie wolno Wam pominąć - idealnie "nawilża" i uszlachetnia nasz wyrób... Idziecie więc miksować?



Składniki na tortownicę o średnicy 20 cm:
Spód:
-1 szklanka rodzynek dobrze namoczonych w wodzie
-po pół szklanki surowych orzechów ziemnych i słonecznika
-łyżeczka oleju

Masa:
-3 szklanki świeżej marchewki startej na tarce o dużych oczkach
-pół szklanki surowych wiórków kokosowych
-1,5 szklanki dobrze namoczonych suszonych daktyli
-po pół szklanki orzechów włoskich i słonecznika
-2 łyżeczki cynamonu
-pół łyżeczki gałki muszkatołowej

Krem:
-szklanka orzechów nerkowca, dobrze namoczonych w wodzie
-sok z połowy cytryny
-2 łyżki syropu klonowego

Spód: dokładnie zmiksuj rodzynki, ziarna i orzechy. Dodaj olej, wyrób rękoma i wyłóż spód tortownicy wysmarowanej olejem. Wstaw do lodówki.

Masa: połowę marchewki zblenduj na gładko, resztę przełóż do sporej miski. Do blendera dodaj daktyle, przyprawy, wiórki i orzechy. Wszystko dokładnie zblenduj. Przełóż do miski ze startą marchewką, wymieszaj i wyłóż masę na spodzie. Wstaw do lodówki.

Krem: wszystko dokładnie zblenduj i wyłóż na masę. Wstaw do lodówki na godzinę i...zajadaj!

Spodobało Ci się? Zapraszam w takim razie na:
-mój fanpejdż na Facebooku 
-mojego instagrama: _Vegan_Rebel_
-oraz na Snapchata: martynga.imbir


czwartek, 4 lutego 2016

5 prostych przepisów dla początkujących cukierników+porady

 Myślę, że trochę mimowolnie stałam się blogerką kojarzoną przede wszystkim ze słodkimi wypiekami. Chciałam publikować różnorodne przepisy i być taka wszechstronna...ale sami przyznacie, że zjadając nie raz na obiad kawał ciasta lub owsiankę, jestem skazana na "cukiernicze" blogowanie! Nie narzekam oczywiście, bardzo łatka słodkiej blogerki mi pasuje. Myślę, że to w kuchni mi nawet dobrze wychodzi. Wiele osób ma jednak problemy z wyrośnięciem puszystego biszkoptu, nigdy nie ubija im się mleko kokosowe, a nawet głowią się, jak też należy rozpuścić czekoladę w kąpieli wodnej! Początkujący weganie rozmyślają, czy bez kurzych jaj obędzie się bez zakalca w cieście i czy zaznają jeszcze w swoim życiu kremowej, bitej śmietany. Z myślą o takich "nieudolnych" cukiernikach i niedowiarkach, stworzyłam poradnik gdzie dokładnie wyjaśnię, jak zrobić pyszne roślinne ciasto, które nie tylko na 100% Wam się uda, ale również nie będzie ustępować smakiem i wyglądem ani tradycyjnym piętrowym tortom, ani kolorowym francuskim makaronikom :) Wiecie, że wszystkie przepisy na swojej stronie staram się maksymalnie ułatwiać (wierzę w siłę prostoty), jednak dzisiaj przedstawię te zupełnie hiper najszybsze i najbanalniejsze z nich. Czytajcie zatem i uczcie się razem z Martynką sztuki wegańskiego wypiekania!

#1 - Bezglutenowy piernik z ciecierzycy-klik
Brzmi bardzo groźnie. Na myśl przychodzą nam gorzkie żale osób, które miały przykre doświadczenia związane z bezglutenowymi mąkami. Odrzucamy te lęki! Daję Wam gwarancję, że wszystko pójdzie jak po maśle (eee, oleju roślinnym :D). Przygotujcie na początek silikonową foremkę "keksówkę" i przełóżcie ją najlepiej do metalowej, tradycyjnej keksówki, bo silikonowa lubi się "rozjeżdzać" bo przelaniu do niej ciasta. Silikonu się smarujemy niczym, nie wykładamy papierem do pieczenia, ani nie wysypujemy bułką tartą! W przepisie mleko należy podgrzać ze słodem, aby dobrze się połączyły. Mąkę przesiewamy za pomocą metalowego sitka, aby nie było grudek. Mikserem mieszamy do tej pory, aż masa będzie gładka. Wkładamy do dobrze nagrzanego piekarnika z termoobiegiem. Ważna rada: nie otwieramy piekarnika podczas pieczenia, a po pieczeniu zostawiamy je w spokoju w piekarniku na godzinę. Biszkopt przekrawamy dużym, ostrym nożem. Przechowujemy owinięty folią spożywczą.

#2 - Surowa szarlotka-klik
Gdyby "nieudolny" cukiernik miał ugościć witarianina... Do mielenia rodzynek radzę użyć mocnego blendera. Koniecznie namoczcie je uprzednio w niewielkiej ilości wody (tylko tak, aby je przykryła). Masę radzę zagniatać zwilżonymi dłońmi, aby się do nich nie kleiła. Koniecznie dodajcie do jabłek nasiona chia, które wchłoną nadmiar wody, dzięki czemu wszystko będzie nam się ładnie trzymać.

#3 - Tradycyjna szarlotka-klik
Zdecydowanie numer jeden, jeśli mówimy o stosunku prostoty wykonania do smaku! Ciasto, z którego wykroimy kratkę musimy cienko rozwałkować na silikonowej stolnicy lub blacie.

#4 - Wegańskie ciasto czekoladowe-klik
Comfort food. Klasyka. Wystarczy wymieszać dokładnie mikserem. Nie wyjmujemy of razu z piekarnika. Kąpiel wodna:w garnuszku zagotowujemy wodę i stawiamy na nim większą miseczkę z połamaną czekoladą. W taki oto sposób ją rozpuszczamy!

#5 - Brownie buraczane-klik
Nadszedł moment, kiedy Wasza zdolność robienia zakalców się przyda :) Kąpiel wodna? Patrz wyżej.

Widzicie, nawet nie musiałam Wam zbyt wiele tłumaczyć, myślę, że w większości przypadków podstawowy opis wykonania będzie dla Was i tak klarowny i pomocny. Kulinarne didaskalia są więc krótkie tak jak i przepis. Dodam też, że nie warto zamartwiać się cukierniczymi porażkami - jak w sporcie, tu też do wprawy i perfekcji dochodzi się małymi kroczkami, proszę więc nigdy nie wypowiadać/nie pisać słów: "Nie umiem piec, nie potrafię gotować, bo nie jestem do tego stworzona/y". To zdanie brzmi jak wymówka, prawda...? Niestety, to prawda! Dacie wiarę, że jeszcze 2 lata temu nie potrafiłam uruchomić piekarnika? Tak jak i mnie, czeka Was więc praca, brudzenie się i w końcu kiedyś...jedzenie :)

Spodobało Ci się? Zapraszam w takim razie na:
-mój fanpejdż na Facebooku 
-mojego instagrama: _Vegan_Rebel_
-oraz na Snapchata: martynga.imbir