wtorek, 8 września 2015

Jak przetrwać poranek? Martynga radzi.


Dzień dobry wszystkim :). Póki co, zdążyliście poznać mnie od kuchni (dosłownie oczywiście!), dlatego dzisiaj post z nowej beczki. Mam oczywiście dla Was jeszcze mnóstwo przepisów, zapewniam że cały czas gotuję i fotografuję. Zanim jednak pojawi się kolejny post kulinarny, zapraszam do lektury mojego pierwszego poradnika, który myślę, że trafia w sedno naszej aktualnej problematyki życia... Więc jak przetrwać poranki? Każdy chyba zna te okropne uczucie, gdy budzik dzwoni zdecydowanie za wcześnie, zegarek pokazuje godzinę 6.30, za oknem widać strugi deszczu lejące się z nieba, a my sami czujemy się jakby ktoś wyrwał nas z głębokiego snu o pierwszej nocy? Pewnie, że znacie! Zapraszam w takim razie do lektury, mam nadzieję, że komuś pomogę :)

1. Jako sygnał alarmu, ustaw swoją ulubioną piosenkę.
Jeśli oczywiście budzi Cię telefon, nie klasyczny budzi. Najlepiej aby był to utwór wesoły i żywy, ale jeśli wolisz spokojniejszą bądź cięższą muzykę, to wybieraj śmiało, ważne aby wprawiała Cię w dobry nastrój! U mnie ostatnio na topie Macklemore z najnowszym kawałkiem "Downtown"-serdecznie polecam. O, i jeszcze bardzo ważna rzecz-takiego budzika nie wyłączaj od razu.

2. W przeddzień naszykuj sobie ubranie.
Rano nie dość, że nie zawsze mamy siłę na szukanie i dobieranie ubrań, to przede wszystkim czasu. A wyobraź sobie sytuację, że masz zamiar założyć swoją ulubioną bluzkę i okazuje się, że leży pomięta w koszu na pranie. Takie sytuacje bardzo dezorganizują poranne przygotowania i od początku dnia psują humor, dlatego zawsze wieczorem stawiaj sobie obok łóżka krzesło, a na nim kładź dwa zestawy ubrań-jeden na dzień zimniejszy, drugi na dzień cieplejszy.

3. Zaparz duży kubek ulubionej herbaty.
A najlepiej takiej rozbudzającej: może być mięta (najlepiej ogródkowa), idealna będzie też yerba mate, ewentualnie czarna. Nie przepadasz za herbatą? Wypij w takim razie inny ulubiony napój, chodzi w końcu o to, aby poprawić sobie nastrój. Mile widziane wszelkie soki, smuffisy (w pięknej polszczyźnie, koktajle) albo, akurat moje znienawidzone, kompoty.

4. Zjedz śniadanie.
To koniecznie! Omijanie tego najważniejszego posiłku niesie ze sobą same przykre rzeczy i konsekwencje. Bez niego nie zdobędziemy niezbędnej o poranku energii, co skutkuje rozkojarzeniem i nerwowością. Bez śniadania ciężko będzie skupić nam się w pracy, nie mówiąc już o skupieniu na klasówce... Hmm, może dlatego że jem ZAWSZE brekfesty mam dosyć dobre oceny? Częstym argumentem używanym przez anty-śniadaniowców jest brak czasu na przygotowanie i zjedzenie pierwszego posiłku. Jak obalić ten argument, patrz na następny punkt---->

5. Śniadanie przygotuj wieczorem.
Bez przesady oczywiście, raczej nikt za nic nie chce jeść rozciapanych kanapek albo rozmoczonej w mleku granoli... Jednak co można ugotować, aby nie straciło na smaku przez noc spędzoną w lodówce? Można np.wszelkie owsianki, grycznki i queenianki, muffinki, naleśniki, placuszki, umyte owoce. A co, jeśli nie mamy czasu nawet zjeść naszego śniadanka? Możliwości są dwie: możemy albo wstać wcześniej, albo zabrać jedzenie ze sobą do pracy, lub do szkoły i tam jak najprędzej s
zjeść.

Pomogłam Wam trochę, wypróbujecie niektóre pomysły? A może podzielicie się swoimi? Zapraszam do komentowania.