niedziela, 11 września 2016

15 wegańskich, włoskich pyszności cz.1


 Trzy tygodnie spędzone we Włoszech były istnym pobytem w wegańskim raju. Mnogość produktów dedykowanych osobom na diecie roślinnej przyprawiała o ból żołądka, a w supermarkecie szło dostać oczopląsów. Półki uginające się pod nadmiarem zastępników jogurtów, mlek i kotletów, wegańskie lody, pizza, lasagne... Będąc na obczyźnie spróbowałam wielu rzeczy i wykonałam fotografie, aby móc podzielić się z Wami dobrą nowiną z innych jedzeniowych realiów. A więc: co warto zjeść, będąc na urlopie we Włoszech? Obczajcie moją top piętnastkę!

1. Jogurty sojowe
Nie polecam!
Deczko za słodki.
Szkoda, że prażonej soi nie da się kupić nigdzie osobno, bo jest przepyszna!
Jak owsianka!
Intensywnie fioletowy kolor urzekający tak samo jak smak.
Najbardziej zbliżony to krowiego jogurtu.

W każdym, nawet najmniejszym osiedlowym włoskim sklepiku, można znaleźć choć jeden rodzaj roślinnego jogurtu lub a'la jogurtu! Mówiąc o tych drugich, mam na myśli wyroby, które smakowo przypominają ich krowie oryginały, ale nie zawierają dobroczynnych bakterii jogurtowych. Z tej grupy najbardziej polecam owocowe produkty Valsoi - nie porywajcie się jednak na ten "naturalny". Ma dziwną konsystencję i nieprzyjemnie wyczuwalną soję w każdym kęsie (a raczej łyżeczce). Truskawkowe, borówkowe itp. - jak najbardziej na plus. Jeśli naturalny, to tylko z firmy Granarolo (z prażoną soją!) lub Alpro. Smakują identycznie jak zwierzęce jogurty, ten pierwszy jest lekko słodki i waniliowy, drugi bardziej kwaśny. Wśród moich ulubieńców są również Sojasun'y z żywymi kulturami bakterii. Ceny za dwupaki wynoszą ok. 1,80 euro, duże opakowania przed chwilą wspomnianej firmy (250g) ok. 2 euro.

2. Grissini, czyli paluchy chlebowe
Kupowałam pełnoziarniste, bo takie mi nawet bardziej smakowały. Uwielbiam wyjadać w duecie z masłem orzechowym, pesto, pasztetem, jogurtem... Albo po prostu na sucho. W Polsce takich dobrych nie kupicie. Cena - ok. 1,20 euro.

3.Lody
Coś, o czym się wegańskim Polakom jeszcze nie śniło - roślinne lody dostępne w każdym pobliskim supermarkecie! Próbowałam dwóch wersji: waniliowo-czekoladowych oraz takich jakby Big Milków (w sklepach było ich dużo więcej, w kolejnej części pokażę Wam ten wegański zamrażalnik). Obie są przepyszne, ale trochę za słodkie, przez co nie każdemu mogą przypaść do gustu. W produkcie Valsoi najbardziej obłędna jest chrupiąca czekolada. Cena opakowania to 3-4 euro.

4. Rogaliki morelowe
Wegańskie, bardzo niezdrowe, ale i tak cudo. Wegańskie croissanty z nadzieniem morelowym! Lepsze niż 7-day'sy. Przypomniało mi się dzieciństwo, bo niegdyś codziennie stanowiły one moje drugie śniadanie.

5.Bruschetty pełnoziarniste
Bruschetty pełnoziarniste, czyli kolejny chrupak do włoskiej jedzeniowej kolekcji.

6. Mozzarella
Zrobiona z ryżu! Mój budżet bardzo ucierpiał, bo wydałam na nią 4 euro. Nie żałuję jednak tego zakupu, ta mozzarella smakuje jak jej krowi oryginał (kiedyś byłam wielką fanką tego sera). Idealna do sałatki caprese, na kanapki, do makaronu, do sałatki... Kupcie choć raz, do spróbowania.

7. Warzywne burgery
Świetny dizajn opakowania, świetny skład - same warzywa! W opakowaniu dwa burgery, dostępne są jeszcze trzy inne smaki. Mają wspaniałą konsystencję, idealnie pasują do amerykańskiej buły z kotletem.

8. Pasta oliwkowa i bakłażanowa
 
 Luksusowe, naturalne produkty kupione w ekologicznym warzywniaku nieopodal kempingu. Pesto oliwkowe wspaniale smakuje z dobrym makaronem, a pasta bakłażanowa na wcześniej wspomnianej bruschettcie. Słoiczki produkowane są przez firmę Salvagno z Verony, która oferuje także inne regionalne produkty oraz oliwkowe kosmetyki. Trochę snobizmu i luksusu Wam nie zaszkodzi, koniecznie poszukajcie tej marki będąc na urlopie we Włoszech!

9. Tempeh
Niby znany u nas, ale do kupienia tylko przez internet. We Włoszech nabędziemy w każdym większym supermarkecie. I to bio!

10. Zdrowe chleby tostowe

Możecie się zdziwić, ale to najlepsze co mogłam znaleźć na włoskich półkach. Po prostu uwielbiam gorące, chrupiące tosty, ale przeznaczony do ich wyrobu chleb to zazwyczaj biała mąka połączona z tysiącami spulchniaczy, które odbierają apetyt... Jaka była wielka moja radość, kiedy odkryłam te bochenki! Oba nie zawierają żadnych chemicznych dodatków, wyprodukowane są z mąk pełnoziarnistych i smakują niczym najbardziej śmieciowe jedzenie (to oczywiście zaleta). Produkt numer dwa wypieczony jest z bardzo zdrowego zboża o nazwie pszenica khorasan, które w Polsce nie jest jeszcze rozpowszechnione, ale Włochy ogarnięte są już kamutową manią sucharków, ciastek i makaronów.

11. Makarony

Pełnoziarniste i bio. Za całość z pierwszego zdjęcia dałam 2 euro, więc jak na produkty takiej jakości jest to bardzo dobra cena. Makaron z kamutu kupiłam jako nowość to spróbowania, pewnie będzie tak samo dobry jak chleb.

12. Kamutowe mini grissini
Znowu kamut, tym razem w postaci uroczych, małych paluchów chlebowych.

13. Mleka Koko
U nas dostępne w internecie, tam stoją sobie elegancko na sklepowych półkach i jest to widok naprawdę cudowny. W mojej ocenie jest to najpyszniejsze roślinne mleko czekoladowe. No ok, tona cukru w składzie, ale jednocześnie sporo wapnia. Ale najważniejsze, że bardzo yummy.

14. Soja w puszce
W polskich sklepach widziałam zapuszkowaną fasolę, ciecierzycę, nawet soczewicę...ale nigdy nie soję. Dla zapracowanych osób, którym znudziły się już wcześniej wymienione strączki, jest to świetne rozwiązanie.

15. Czekolada z Chocolateria Veneziana
Najlepsze zostawiłam na koniec... Chocolateria Veneziana to maleńka fabryka mojego ulubionego przysmaku, mieszcząca się w równie maleńkiej miejscowości San Dona di Piave. Choć jest niepozornej wielkości, bardzo prawdopodobne jest to, że produkuje najlepszą czekoladę na świecie. W ofercie posiadają również produkty bez cukru, ekologiczne lub dla alergików. To rodzinna firma prowadzona przez wspaniałego pana, którego całym życiem wydaje się częstowanie ludzi najwyższej jakości czekoladą...dosłownie! Podczas naszych odwiedzin zjadłyśmy "za darmo" chyba ze dwie tabliczki, bo pomimo naszych grzecznościowych oporów, co chwilę miałyśmy podtykane pod nos nowe rodzaje do degustacji. Aha, tak w ogóle to jeszcze dwa opakowania dostałyśmy w ramach prezentu. Po 40-minutowej wizycie pełnej rozmów o Polsce, naszym pobycie we Włoszech i o tym, że planowane jest powiększenie oferty o wegańskie mleczne słodycze, wyszłyśmy całe rozpromienione, dzierżąc w rękach dwa kartony pełne czekolady. Niesamowite przeżycie.

Spodziewajcie się drugiej części wpisu o wegańskich Włoszech, gdzie pokażę Wam półki sklepowe i roślinne opcje w restauracjach!

Ps. Przepraszam za słabą jakość niektórych zdjęć, lecz były one robione na szybko w przyczepie kempingowej...:)