czwartek, 8 października 2015

Jak to jest być jedyną weganką/weganinem w swoim gimnazjum?

Typowy przedstawiciel gatunku homo sapiens veganus.



Jak już niektórzy wiedzą, osobą piszącą tego bloga jest nie kto inny, a Martyna Białowąs, czyli uczennica klasy drugiej gimnazjum. Ja, czyli właśnie Martynka (lubię zdrabniać swoje imię) decyzję o przejściu na wegetarianizm podjęłam w wieku 12 lat, a w lutym tego roku pojawił się w moim życiu weganizm. Wiele razy słyszy się o przeszkodach, jakie spotykają dorosłe osoby na tym nowym sposobie odżywiania. Często jest trudno, ale co dopiero w GIMNAZJUM?! Etapie edukacji (a może raczej stanie umysłu?) na którym wystarczy mieć inny kolor włosów niż reszta rówieśników, bądź nosić aparat na zęby, aby stać się pośmiewiskiem i największą szkolną "lamą"...? Można sobie łatwo wyobrazić, co może spotkać dziwoląga odmawiającego spożywania złej według niego mlecznej czekolady, czy nawet pysznego kebsa! A jakby jeszcze taki osobnik był rudy? Okazuje się, że gimbazjalny hejt da się oswoić. Co robić, aby gimnazjum nie trzeba było "przeżyć"? I czy rzeczywiście to takie straszne?

A co to jest???

 Najczęstsze pytanie, które pada zazwyczaj podczas długiej przerwy dwudziestominutowej. Wyjmujesz jakieś wymyślności do jedzenia, zamiast zwykłej kanapki czy bułki. Inni widzą, że jesz coś niezindentyfikowanego. Gdy zapytają, nie trzeba rzucać w takiej sytuacji od razu hasłami typu:
-"Kamienie, liście i szczaw!!!"(no chyba, że rzeczywiście to jemy), czy:
-"Nie twoja sprawa!!!"
Rozumiem, na punkcie niektórych haseł można być już przewrażliwionym, ale czy np.twoja koleżanka, o ile nie jest wege właśnie, obraziłaby się gdybyś zapytała/a ją z czym ma kanapkę? No właśnie. Musimy też pamiętać, że niektórzy ludzie nie mają pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak jogurt czy parówka sojowa. Albo nigdy nie jedli ciecierzycy lub jarmużu? Gdy czegoś nie znają, możliwe że chcą się po prostu dowiedzieć co to i jak smakuje i nie ma się co denerwować. Wyjaśniamy wtedy na spokojnie i wszyscy są happy :). Po jakimś czasie możemy usłyszeć np. "To te kuleczki daktylowe, zgadłam?".

To ta dziwna weganinka!

 Nieraz można spotkać się z wręcz wrogimi spojrzeniami na szkolnym korytarzu. Mam wrażenie, że ludzie się mnie boją :D. A przecież ja jestem zupełnie normalną nastolatką. To, że nie jem niektórych produktów spożywczych, nie oznacza od razu że jestem w sekcie albo wyznaję jakiś hinduizm. Normalnie spotykamy się że znajomymi, śpię w nocy i uczę się do sprawdzianów. Niestety, wiele ludzi nie potrafi tego pojąć. I tu również należy podejść do sprawy wyrozumiale. Gdy ktoś czegoś nie zna, zaczyna się tego bać i trzymać od tego na dystans - naturalny, ludzki odruch. Więc co zrobić, aby ludzie przestali podchodzić do nas sceptycznie? Zapoznać się z nimi! Chociażby czatując przez Facebooka - odpowiedzmy na nurtujące naszą gimbazę pytania i pokażmy, że jesteśmy fajni i wcale niedziwni :)

Imprezy, wyjścia ze znajomymi.

 To chyba największy problem, jak dotąd przeze mnie nierozwikłany... Miałam już parę przykrych sytuacji tego typu. Jedna z nich - ustalenia dotyczące klasowego dnia dziecka. Plan - zamawiamy pizzę z szynką i pieczarkami. Zgłaszam się i delikatnie upominam, aby poprosili o jeden kawałek bez dodatków, których nie jadam. Nawet nie spodziewałam się, iż wywoła to taki wybuch agresji ze strony około 20 osób... Usłyszałam, że jestem nienormalna i nic mi się nie stanie jak raz zjem szynkę i ser, albo SOBIĘ ZDEJMĘ. Po mojej stronie stała tylko garstka osób. Następnego dnia zwolniłam się z ostatniej godziny i poszłam do domu. Cała reszta klasy została na dniu dziecka... No cóż, przykre.
Według mnie, w takich sytuacjach należy postępować honorowo. Bo po co wykłucać się o głupi kawałek pizzy, skoro i tak będziemy niechcianymi gośćmi na danej imprezie...?

Znajomi hejterzy.

 Znów ktoś wkleja Ci na oś czasu zdjęcie surowego mięsa, krzyczy do Ciebie "wegeciota" albo wytacza monolog o przepysznym kebabie, którego dzisiaj zjadł? Każdy chyba zna pociesznych, zabawnych i niegroźnych mięsotrolli! Plan działania jest prosty:
-śmiejemy się z ich mega-hiper-super śmieszkowych dowcipów
-ignorujemy je
-wklejamy śmieszkową marchewkę. Wybrać jedno/dwa/trzy lub niepotrzebne skreślić.

Koniec Martynkowego przetrwalnika!

Spodobało Ci się? Zapraszam w takim razie na:
-mój fanpejdż na Facebooku https://m.facebook.com/profile.php?id=829762157046832
-mojego instagrama: _Vegan_Rebel_
-oraz na Snapchata: martynga.imbir