poniedziałek, 22 lutego 2016

7 rad - jak nie zbankrutować na weganiźmie

 Martynka - weganka, która jest mega kasiasta, bo oszczędza piniondze podczas kupowania trawy.

 Słyszycie czasami, że wydajecie pewnie
mnóstwo pieniędzy na jedzenie? Że weganizm to straszliwie drogi jest? Że ludzie Was nie rozumieją, bo przecież to z 400 złotych na prowiant i zastrzyki z uderzeniową dawką B12, trzeba co tydzień wydać, aby nie umrzeć z powodu niedoborów i niedożywienia? I co kupicie w zwykłym markecie, biedni ludzie, chyba nic nie możecie dla siebie wybrać? Polecam lekturę dzisiejszego postu osobom, które chciałyby poprawić swoje umiejętności argumentacji, aby wykorzystać je w dyskusjach, gdy druga strona zada nam wyżej wymienione pytania, osobom, które same takie pytania kiedyś weganinowi zadały, oraz osobom, które mają problem z cotygodniowymi wydatkami na jedzenie.

 Weganizm może, ale nie musi być drogi. Tak samo jak w przypadku każdej innej diety! Może być też bardzo zdrową dietą, ale wcale nie musi. Nie mylmy bowiem diety wegańskiej, ze zdrową - fit - naturalną dietą, bo na dietę roślinną decydują się osoby, którym szkoda zwierząt, produktów odzwierzęcych nie lubią, bądź mają na takie produkty alergie... Niekoniecznie chodzi od razu o zdrowsze nawyki żywieniowe i porzucenie fast food'ów, mimo to, że odrzucenie mięsa, jaj oraz nabiału samo w sobie sprowadza nas ku lepszemu zdrowiu.

 Czy napisałam to, aby zasugerować Wam, że zdrowa dieta to jednocześnie drakońsko kosztowna dieta? Absolutnie nie - rozumiem jednak, że istnieje grono osób, które odżywiają się jeszcze zdrowiej, niż tylko zdrowo. Kupują oni ekologiczne warzywa i owoce, piją wodę z młodego kokosa tajskiego i codziennie smarują całe swoje ciało nierafinowanym olejem arganowym, który dolewają również do sałatki z niepryskanej sałaty od lokalnego, znajomego rolnika. Dzisiaj skupię się na pokazaniu Ci, jak mądrze ograniczyć wydatki na jedzenie, aby nie pogorszyć Twojego stanu zdrowia, o ile nie preferujesz modelu odżywiania, który opisałam przed chwilą. Pewnie zauważysz, że zaczniesz jeść nawet lepiej, niż wcześniej, a mimo to zaoszczędzisz więcej pieniędzy do wydania na Twój zamierzony cel.

 Moje pożywienie kosztuje moją rodzinę ok. 80-70 zł tygodniowo, mimo to, że śmieci naprawdę nie jadam, ćwiczę jednocześnie 5 razy w tygodniu i najadam się do syta. Jakie techniki stosuję, aby wychodziło tak tanio, jak ja to robię? Zapraszam to czytania!

#1 - kupuj orzechy i kasze w dużych paczkach
 W większych marketach takich jak Auchan, czy Kaufland (oczywiście nie tylko tam), możemy kupić np. migdały lub kasze w kilogramowych workach. Taki wór orzechów kosztuje mniej więcej 40 zł. Obok leżą 100-gramowe paczuszki w cenie 8 zł. Ten, kto chce wydać mniej, powiecie że wybierze opcję numer 2. Możliwe, że tak, jednak gdy kupuje migdały regularnie, może przepłacić, jak już pewnie każdy wyliczył...40 zł! Niska cena przy artykule na rachunku nie zawsze przekłada się na oszczędzanie. To prawda, że wydanie tak dużo na jedną rzecz powoduje wręcz wyrzuty sumienia, jednak niech pozory Was nie mylą! Za jakiś czas te pieniądze się zwrócą! Zawsze patrzymy na cenę za kilogram lub za 100 gram.

#2 - rób zakupy w dużych marketach
 Ceny są tam zazwyczaj niższe niż w prywatnych osiedlakach i sklepach jak np.Żabka. Większy wybór artykułów pozwala nam dodatkowo zrobić kompletne zakupy w jednym miejscu.

#3 - nie kupuj gotowców
 Podziękuje Twoje zdrowie i portfel. Póki co, ceny wegańskich zamienników i dań instant są naprawdę wygórowane. Zamiast płacić 10 złotych za dwa kotlety, lepiej usmażyć coś na szybko w domu - spore grono osób szuka wymówek, jednak przyrządzenie prostego, wegańskiego obiadu naprawdę nie zajmuje tak wiele czasu! Nie daj sobie wmówić, że potrzebujesz "zamienników" mięsa w postaci mięso-podobnych produktów. Zamienniki to kasze, zboża, orzechy i warzywa!

#4 - poluj na promocje
 Jednocześnie nie kupuj produktów, których w wyższej cenie raczej nigdy byś nie kupił, bądź mimo przeceny dalej są drogie. "Obniżka ciastek! Miałam się zdrowo odżywiać, ale za taki bezcen żal nie kupić, ponad 50% taniej, okazjo nadchooodzę!"- przykład bardzo błędnego toku myślenia. Polecam szukać swoich ulubionych produktów (takich, co stale są na naszej liście zakupów) w okazyjnych cenach. Bardzo często też niektóre warzywa i owoce są tańsze, gdyż są sezonowe - takim promocjom jak najbardziej mówimy tak!


#5 - jedz sezonowo
 Tak, jak napisałam już wcześniej - sezonowe jedzenie zazwyczaj jest tanie. Ale tanie, w tym przypadku, wcale nie oznacza gorsze! Takie warzywa i owoce są dużo zdrowsze. Do ich produkcji nie potrzeba używać tyle chemii, a na dodatek nie jadą do nas (większość) z drugiego końca świata. Pomijając wszystkie inne aspekty...czy polskie, czerwcowe truskawki nie są najlepsze na świecie?

#6 - kupuj tylko tyle, ile jesteś w stanie zjeść
 Chyba najgorszą rzeczą, jaką można popełnić, jest wyrzucanie przeterminowanego, lub (co gorsza!) pozostałego jedzenia po obiedzie, tego zupełnie dobrego! Dlatego pamiętaj - dokładnie planuj, ile będziesz w stanie zjeść i tyle też kupuj i gotuj. Resztki zawsze możesz zamrozić, zawekować lub zjeść następnego dnia. Marnując żywność nie szanujemy własnych pieniędzy, środowiska i innych ludzi!

#7 - uważaj na superfoods
 Tak zwane "popularne" i agresywnie reklamowane teraz jedzenie, czyli superfood. Zazwyczaj o dziwnej nazwie, o diabelskiej cenie i rzekomo niesamowitych właściwościach. Często niestety jesteśmy wprowadzani w błąd, jak w przypadku jagód goji, które podobno zawierają idealny zestaw aminokwasów i są bogatym źródłem białka, przy czym w rzeczywistości  białka nie zawierają prawie w ogóle - jak zresztą wszystkie owoce! Nie mówię, że super-jedzenie jest złe, bo nie jest - jednak tak samo zdrowe produkty znajdziemy w każdym warzywniaku. Zamiast jagód goji - jadajmy polskie jabłka, zamiast nasion chia - siemię lniane. Młody jęczmień da się zastąpić tanim jak barszcz szpinakiem, rukolą lub jarmużem. Amarantus? Stawiamy na owies, żyto i jęczmień!