Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 czerwca 2017

9 niezbędnych produktów w mojej wegańskiej kuchni


W swoich przepisach i menu korzystam z niewielu składników, dlatego zazwyczaj gdy braknie jednego produktu "basic", nie mogę dalej działać lub tworzyć dla Was wypieków. Dlatego stworzyłam listę 9 magicznych rzeczy, które na stałe goszczą w mojej kuchni. Poznajcie najbardziej uniwersalne bazy do ciast i moje ulubione przekąski!

piątek, 30 grudnia 2016

15 wegańskich postanowień noworocznych


Mogę ze spokojnym sumieniem stwierdzić, że rok 2016 był "moim" rokiem. Dynamicznie rozwijał się mój blog, poprawiły się moje relacje z rodziną i ze znajomymi, dzięki akrobatyce zdecydowanie na plus zmieniło się moje ciało (mięśnie, płaski brzuch), nauczyłam się zginać niemal w pół, a moje jedzenie nareszcie zaczęło wyglądać apetycznie... Z satysfakcją żegnam te 12 miesięcy i za dwa dni zaczynam nowy, niepowtarzalny rozdział w życiu. Czuję radość z nadchodzących zmian, ale jednocześnie też stres, że nie podołam swoim wymaganiom. Problemy perfekcjonistów.;) Zapraszam do poczytania (i zapewne także pośmiania się) o moich zamiarach, przemyśleniach i szczytnych celach na 2017. Za chwilę ktoś złośliwy powie, że wcale nie potrzebuje jakiejś symbolicznej zmiany daty do stania się idealnym i go śmieszą te całe "postanowienia noworoczne", bo przecież można coś ulepszyć od zaraz, po co czekać na odpowiedni dzień itd., itp... Ale ja z góry wszystkim takim osobom odpisuję już teraz: a ja potrzebuję i jest mi z tym świetnie.

niedziela, 13 listopada 2016

A co ty jesz?

  

Pytanie, które jest jednocześnie tytułem dzisiejszego posta, bardzo często zadają mi osoby, które pierwszy raz mają styczność z moim weganizmem, jak i prawdopodobnie z weganizmem ogólnie. Pewnie liczą na krótką i zwięzłą odpowiedź, bo przecież odrzucam z jadłospisu tyle produktów, że mało co zostaje z pokarmów dozwolonych... Najczęściej odpowiadam w takich przypadkach, że słodycze i owsiankę, bo to najbardziej trafne, a jednocześnie nieszczegółowe opisanie mojego jadłospisu - w wielkim skrócie. Kto jednak jest ciekawy moich nawyków żywieniowych, co je Vegan Rebelka na swoje pokaźnych rozmiarów bicepsy lub czym można ją uwieść przez żołądek do serca, niech zostanie na tejże komputerowej stronnicy mojego bloga.

wtorek, 20 września 2016

50 dziwnych faktów o mnie



Inspirując się postem pani Joasi z bloga Choose Life, również postanowiłam napisać swoje 50 faktów, które dla większości z Was mogą być sporym zaskoczeniem... Na pewno nie są to rzeczy, o których do tej pory pisałam! Zapraszam do lektury o moich dziwactwach, dawnych pasjach, kompleksach i marzeniach.

niedziela, 11 września 2016

15 wegańskich, włoskich pyszności cz.1


 Trzy tygodnie spędzone we Włoszech były istnym pobytem w wegańskim raju. Mnogość produktów dedykowanych osobom na diecie roślinnej przyprawiała o ból żołądka, a w supermarkecie szło dostać oczopląsów. Półki uginające się pod nadmiarem zastępników jogurtów, mlek i kotletów, wegańskie lody, pizza, lasagne... Będąc na obczyźnie spróbowałam wielu rzeczy i wykonałam fotografie, aby móc podzielić się z Wami dobrą nowiną z innych jedzeniowych realiów. A więc: co warto zjeść, będąc na urlopie we Włoszech? Obczajcie moją top piętnastkę!

niedziela, 21 lutego 2016

Blog roku 2015 - moja kandydatura!


Link potwierdzający moją kandydaturę: http://www.blogroku.pl/2015/zgloszenie/15,1630,vegan-rebel

Chociaż mój blog istnieje dopiero od
września zeszłego roku, zdecydowałam się wziąć udział w tegorocznej edycji "Gali Twórców". Długo zastanawiałam się, czy ma to w ogóle jakiś sens - mam przecież pełną świadomość tego, że pierwszego miejsca nie zajmę. W ostatnim momencie (od wtorku zaczyna się już głosowanie sms-owe) podjęłam jednak wyzwanie, bo pomyślałam - dlaczego by nie, nie mam nic do stracenia! Może otrzymam choć kilka głosów, co sprawi mi po prostu wielką przyjemność, ucieszę się z tego bardzo i TO będzie się liczyło! Nie miejsce w rankingu ;)

  Chciałabym przy okazji przełamać stereotyp nastoletniego blogowania, które niechlubnie kojarzy się obecnie z tekstami o modzie, szkole i ubraniach, nie posiadającymi głębszego sensu i rozwiniętego języka, oraz szybkim zniechęceniem do dalszej "literackiej" pracy w Internecie - blogi takie często wygasają po kilku miesiącach, gdy właścicielkom w końcu wygasa słomiany zapał.

 Ja obiecuję, że bloga prowadzić będę dalej - brak weny, spadek liczby wyświetleń, zniechęcenie i normalny, ludzki "leń" zdarzają się każdemu blogerowi. W takich sytuacjach trzeba po prostu zmobilizować się do pracy i wrócić, gdy napisze się coś, co jeszcze bardziej przyciągnie czytelników i zachęci nas do dalszej roboty. Nigdy nie zamierzam też obniżać poziomu swoich postów, ani zmieniać typowego nurtu tematyki, jakiej się trzymam. Dalej będziecie mogli inspirować się na mojej stronie kulinarnie (staram się robić coraz ładniejsze zdjęcia, zauważyliście?), będziecie motywowani do ćwiczeń fizycznych, a to wszystko do samego końca utrzymane będzie na filarach codziennego, wegańskiego życia.

 Jestem odważną nastolatką, która wychodzi przed szereg pichcąc roślinnie. Zapraszam gorąco do oddawania na mnie głosów i z góry dziękuję za wsparcie!

środa, 23 września 2015

Opowieść o Lunie, czyli jak zmieniać świat.


 Była sobota. Siedziałam od rana w kuchni, zabieram się właśnie za pieczenie babeczek czekoladowych. Weszła moja mama i podała mi telefon, dzwoniła babcia. Coś mi opowiadała, zaczynało się dość monotonnie: "Sąsiedzi chcieli pojechać samochodem..." A jednak.
 Gdy chcieli wsiadać, zatrzymał ich ich pies. Mufi szalenie szczekał, wydawałoby się że zupełnie bez powodu. Lecz po pilniejszym przysłuchaniu, słychać też miauczenie KOTA. Jak się później okazało, poniekąd uratował mu życie. Sąsiad wraz z moim dziadkiem zaczęli rozkręcać silnik i po dłuższym czasie udało im się wydostać malutkiego, czarnego jak smoła zwierzaczka. Niestety, przerażony pobiegł szybko do ogródka moich dziadków i wspiął się na drzewo.
 Mama, choć porządnie przeziębiona, podjęła od razu decyzję o pojechaniu do dziadków. Babcia nie do końca wiedziała co zrobić w takiej sytuacji, jak dotąd nie miała doświadczenia w opiece nad kotami. Gdy przyjechałyśmy, kotka siedziała już w garażu, pod samochodem. Na oko, miała maksymalnie 1,5 miesiąca i była bardzo wychudzona. Patrzyła na mnie, trzęsąc się cała, swoimi pięknymi, piwnymi oczyma. Jednak gdy tylko trochę się zbliżałam, uciekała pod auto. Nakarmiliśmy ją: zjadła bardzo dużo, na raz jakieś 3 plasterki szynki i pół kubeczka serka wiejskiego! Przez cały dzień próbowaliśmy ją choć trochę oswoić, pogłaskać, jednak ostatecznie uciekła przez siatkę do sąsiadów. Zrezygnowane musiałyśmy w końcu wrócić do domu.
 Cały dzień martwiłyśmy się o nią. Ciągle nękały nas pesymistyczne myśli: że będzie jej w nocy zimno, że będzie głodna, że zaatakuje ją jakiś kot albo pies. Około godziny 21.00 zadzwoniła do nas babcia, miała dobre wieści. Kotek wieczorem przyszedł pod drzwi i zaczął miauczeć, a gdy został wpuszczony, wszedł do środka. Powoli pozwalał sobie na głaskanie i nawet branie na ręce. W końcu usnął i był w domu przez całą noc.Następnego dnia ochszciłam ją imieniem Luna, ze względu na zupełnie czarną sierść.
 Lunka jest u dziadków już piąty dzień i ma się coraz lepiej. Powoli tyje i radośnie bryka po podwórku, poznaje okolice, bawi się zabawkami. Jest teraz takim naszym "oczkiem w głowie" i mam wrażenie, że Cindy i Tyson są bardzo zazdrośni :D

 Musiałam podzielić się z Wami tą historią, ponieważ zauważyłam coś, na co nigdy wcześniej nie zwracałam uwagi... Nie chcę też, aby moje wywody brzmiały jakoś zbyt wyniośle, jednak napiszę o tym. Zdałam sobie sprawę, że pomaganie jest bardzo proste i przyjemne-nie trzeba wcale być bogatym, ani codziennie udzielać się w schronisku, aby zmienić czyjś los na lepszy. Wiem to z własnego doświadczenia, bo dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że uratowaliśmy Lunce życie(!) Chyba dlatego, że jest to taki pozornie banalny uczynek-rozkręcenie silnika trwało tylko godzinę, karma i żwirek nie obciążają zbytnio budżetu, a widok radosnego, biegającego kocięcia tylko uszczęśliwia. Natomiast z drugiego punktu widzenia, ktoś zyskał dach nad głową, przestał głodować, nie zginął w tragiczny sposób i poczuł się kochany. Myślę, że TO są życiowe priorytety. Na dodatek zapewnione tak prosto, że nawet niezauważalnie dla pierwszej strony. Pamiętajmy, aby codziennie starać się pomagać: działajmy w swoim otoczeniu i wiedzmy, że małe zmiany czynią wielkie. Zacznijmy od okolicy i w ten sposób ulepszajmy świat!

Ps. No i stało się. Powaga postu sięgnęła zenitu. Wybaczcie, ale tak to jest, że czasami trzeba porozkminać porządnie o życiu.

poniedziałek, 7 września 2015

Pora się przywitać


Witam serdecznie wszystkich (mam nadzieję) przyszłych czytelników. Jako, że jest to pierwszy post na moim nowym blogu, należy do mojego obowiązku wyjaśnić co i jak się będzie działo, dlaczego dziać się zaczyna i powiedzieć coś o osobie działającej - czyli mnie, Martynie Białowąs oczywiście.