Recenzja książki "Jadłospisy odżywcze" Agnieszki i Mateusza Żłobińskich, którą właśnie zaczynacie czytać, nosi dumne miano mojej pierwszej. A czy nosi dumnie? Z pewnością. Uwierzcie, że tego typu publikacji jeszcze świat nie widział.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 lutego 2018
sobota, 7 stycznia 2017
Wielki test batonów Zmiany Zmiany
Będąc ostatnio na łódzkiej Veganmanii, dostałam do przetestowania nowe smaki batonów Zmiany Zmiany. Za ten pyszny gest chciałam się jakoś odwdzięczyć - dlatego zjadłam dzisiaj ponad 1000 owocowo-warzywno-orzechowych kalorii (w ich składzie nie znajdziemy niczego innego!), recenzując otrzymane produkty. Zacznę od ogólnej oceny, która odnosi się do każdego wariantu smakowego. Uwielbiam Zmiany Zmiany za wspaniałą, niestety często niespotykaną wśród batonów bakaliowych, zbitą konsystencję. Nie ma takiej możliwości, żeby otworzyć papierek i znaleźć w środku połamanego, pokruszonego batona. Druga sprawa to piękne, dizajnerskie opakowania, które poprzez swój rustykalny styl, bardzo zachęcają to konsumpcji tego, co kryje się w środku. Na dodatek te wszystkie wspaniałości możemy otrzymać za niezbyt wygórowaną cenę - ok. 7 zł za 70-gramową sztukę, a pamiętajmy, że składniki użyte do ich produkcji są naturalne i często pochodzą z ekologicznych upraw.
niedziela, 11 września 2016
15 wegańskich, włoskich pyszności cz.1
Trzy tygodnie spędzone we Włoszech były istnym pobytem w wegańskim raju. Mnogość produktów dedykowanych osobom na diecie roślinnej przyprawiała o ból żołądka, a w supermarkecie szło dostać oczopląsów. Półki uginające się pod nadmiarem zastępników jogurtów, mlek i kotletów, wegańskie lody, pizza, lasagne... Będąc na obczyźnie spróbowałam wielu rzeczy i wykonałam fotografie, aby móc podzielić się z Wami dobrą nowiną z innych jedzeniowych realiów. A więc: co warto zjeść, będąc na urlopie we Włoszech? Obczajcie moją top piętnastkę!
czwartek, 14 lipca 2016
Recenzja hummusu z suszonymi pomidorami firmy Primavika
Hummus ze sklepu? Jasne, lepiej zrobić samemu - będzie taniej i zdrowiej. Jednak w sezonie wakacyjnym takie słoik-opcje to naprawdę super sprawa. Osobiście niezwykle cenię sobie tego typu gotowce, ponieważ co roku urlop spędzam na kempingu - ja i moja mama lubimy wypoczynek na łonie natury , przez co w hotelu nie jesteśmy w stanie wytrzymać, przecież siedzimy w czterech ścianach niemal cały rok! Z dwoma palnikami w przyczepie i małą lodówką turystyczną nie można ukręcić świeżej pasty na kanapki... Z pomocą przychodzi firma Primavika. Czy warto z tej pomocy skorzystać?
Hummus z suszonymi pomidorami z firmy Primavika
Hummus z suszonymi pomidorami z firmy Primavika
piątek, 1 lipca 2016
5 książek kulinarnych, które polecam
Przepisy na moim blogu to efekty inspiracji, które czerpię z rozmaitych źródeł: Instagrama, zagranicznych blogów, starych receptur mojej mamy i babci, widoku kolorowych owoców na rynku oraz...książek, rzecz jasna. W pokoju mam półkę, która cała zapełniona jest literaturą kulinarną - wśród nich są zarówno książki stricte wegańskie, jak i te zawierające przy okazji przepisy mięsne. Każda jest na swój sposób wyjątkowa i w zależności od humoru i od tego co chcę upiec, zaglądam do odpowiedniej w oczekiwaniu na wenę twórczą. Zobaczcie mój ranking top 5 lektur jedzeniowych, moich kuchennych must-have!
czwartek, 9 czerwca 2016
Recenzja masła orzechowego Active firmy Primavika
Od czasu kupna masła orzechowego enerBiO w Rossmann'ie, jadłam oprócz niego tylko swoje własne, wyrabiane w domu. Trudno było mi dostać wyrób, który spełniałby moje standardy, czyli: zawierałby tylko orzechy, a już na pewno w składzie nie mogłabym znaleźć soli, cukru czy olej palmowego oraz posiadałby przyzwoitą cenę. Uznałam, że masło fistaszkowe lepiej zrobić samemu - z pożytkiem dla zdrowia i portfela. Jak prawie każdemu dzisiaj, brakuje mi jednak często czasu. Obieranie i miksowanie zawsze trochę go kradnie, dlatego w krytycznych momentach sięgam po masło orzechowe Active z firmy Primavika, które spełnia moje wysokie wymagania. Przeczytajcie, jak je oceniam!
Masło orzechowe Active z firmy Primavika
Masło orzechowe Active z firmy Primavika
czwartek, 10 marca 2016
Batonik lukrecjowy - Panda
Po długiej przerwie w pisaniu recenzji biorę się za kolejną testowaną przeze mnie słodkość. Dzisiaj poruszę temat kontrowersyjny, mianowicie ocenię "żelki" z dodatkiem korzenia LUKRECJI. Część osób myśli pewnie w tym momencie, że bardzo chętnie sięgnęłoby teraz po tego czarnego niczym smoła ślimaka (bo lukrecje w wyrobach lubią ukrywać się pod taką postacią), druga część, że uprawa tej rośliny powinna zostać zabroniona, a grupa ostatnia, że chyba mało w życiu widziała i słyszała, bo absolutnie nie jest w stanie odgadnąć, o czym mówię. Albo się ją kocha, albo się jej nienawidzi, albo się jej nie zna.
Jest to roślina o bardzo charakterystycznym, korzennym smaku, który można przyrównać do smaku anyżu - dlatego też produkowane z niej słodycze, bardzo wielu osobom nie przypadną do gustu. A może zostaniecie ich wiernymi fanami? Nie sugerujcie się więc zbytnio moją opinią, lecz sami kupcie kiedyś paczuszkę porządnych lukrecjowych cukierków (tak dobrej jakości, jak na przykład te) i wyróbcie sobie własne zdanie. ;)
Batonik lukrecjowy z firmy "Panda"
Opakowanie: jest bardzo gustowne, szczególnie jak na takie wykonane z plastiku. Myślę, że jest to kwestia praktyczności - lukrecja dzięki temu nie obsycha. Czerń folii symbolizuje zapewne barwę wyrobu, którego za chwilę spróbujemy (chyba, że odrzuci nas już nawet zapach i się poddamy). Możemy z niej wyczytać, że produkt jest wegański. Bardzo przydatna informacja, w końcu na pierwszy rzut oka słodycz wygląda, jakby miała czychać na nas w środku żelatyna, albo nawet i sepia!
Skład:
Po polskiemu: melasa, mąka pszenna, ekstrakt z lukrecji, olej anyżowy.
Błyszczy niczym gwiazda (i to nie od chemii!) wśród reszty dostępnych w sklepach wyrobów lukrecjo-podobnych. Śmiem twierdzić, że nie tylko w takim zestawieniu wypada świetnie, bo oprócz niewielkiej ilości rafinowanej białej mąki, wszystkie składniki są wręcz pro zdrowotne! Wystarczy poczytać chwilkę o właściwościach lukrecji i melasy, a będziecie wiedzieć, że prawię dobrze. Podsumowując: takie cuksy możemy zjadać ze spokojnym sumieniem.
Smak, konsystencja:
Zdjęcie nie kłamie: batonik w rzeczywistości ma identyczny kolor, czyli szczerze mówiąc, przywodzi na myśl widok opon samochodowych. Po przełamaniu widać jednak brązowy miąższ. Z zewnątrz jest niezwykle lepki i brudzi palce, polecam więc chwytać przy jedzeniu przez folię. Gdy gryziemy, masa brutalnie doczepia się do naszych zębów i dopóki w spokoju nie rozpuści się w jamie ustnej, twardo trzyma z uzębieniem, sprawiając przy tym zdradziecki ból. Oj, w odwecie obniżę za ten czyn punktację! Pomijając koszmarne cechy fizyczne, batonik bardzo mi smakuje - nie jest to jednak miłość od pierwszego kęsa, bo do tak specyficznych doznań na języku, trzeba przywyknąć. Gdy nieco wczuwam się w klimat lukrecji, mogę zacząć twierdzić, że ten intensywny i specyficzny smak odpowiada mi. Nie potrafię jednak dokończyć porcji na raz, ze względu na bolące od słodkości dziąsła. Co jakiś czas, chętnie jednak pojem w niewielkich ilościach.
Dostępność: kupiłam będąc na wakacjach we Włoszech, w Polsce nie spotkałam do tej pory.
Cena: wybaczcie mi niepamięć.
Punkty: 6,5/10
Jest to roślina o bardzo charakterystycznym, korzennym smaku, który można przyrównać do smaku anyżu - dlatego też produkowane z niej słodycze, bardzo wielu osobom nie przypadną do gustu. A może zostaniecie ich wiernymi fanami? Nie sugerujcie się więc zbytnio moją opinią, lecz sami kupcie kiedyś paczuszkę porządnych lukrecjowych cukierków (tak dobrej jakości, jak na przykład te) i wyróbcie sobie własne zdanie. ;)
Batonik lukrecjowy z firmy "Panda"
Opakowanie: jest bardzo gustowne, szczególnie jak na takie wykonane z plastiku. Myślę, że jest to kwestia praktyczności - lukrecja dzięki temu nie obsycha. Czerń folii symbolizuje zapewne barwę wyrobu, którego za chwilę spróbujemy (chyba, że odrzuci nas już nawet zapach i się poddamy). Możemy z niej wyczytać, że produkt jest wegański. Bardzo przydatna informacja, w końcu na pierwszy rzut oka słodycz wygląda, jakby miała czychać na nas w środku żelatyna, albo nawet i sepia!
Skład:
Po polskiemu: melasa, mąka pszenna, ekstrakt z lukrecji, olej anyżowy.
Błyszczy niczym gwiazda (i to nie od chemii!) wśród reszty dostępnych w sklepach wyrobów lukrecjo-podobnych. Śmiem twierdzić, że nie tylko w takim zestawieniu wypada świetnie, bo oprócz niewielkiej ilości rafinowanej białej mąki, wszystkie składniki są wręcz pro zdrowotne! Wystarczy poczytać chwilkę o właściwościach lukrecji i melasy, a będziecie wiedzieć, że prawię dobrze. Podsumowując: takie cuksy możemy zjadać ze spokojnym sumieniem.
Smak, konsystencja:
Zdjęcie nie kłamie: batonik w rzeczywistości ma identyczny kolor, czyli szczerze mówiąc, przywodzi na myśl widok opon samochodowych. Po przełamaniu widać jednak brązowy miąższ. Z zewnątrz jest niezwykle lepki i brudzi palce, polecam więc chwytać przy jedzeniu przez folię. Gdy gryziemy, masa brutalnie doczepia się do naszych zębów i dopóki w spokoju nie rozpuści się w jamie ustnej, twardo trzyma z uzębieniem, sprawiając przy tym zdradziecki ból. Oj, w odwecie obniżę za ten czyn punktację! Pomijając koszmarne cechy fizyczne, batonik bardzo mi smakuje - nie jest to jednak miłość od pierwszego kęsa, bo do tak specyficznych doznań na języku, trzeba przywyknąć. Gdy nieco wczuwam się w klimat lukrecji, mogę zacząć twierdzić, że ten intensywny i specyficzny smak odpowiada mi. Nie potrafię jednak dokończyć porcji na raz, ze względu na bolące od słodkości dziąsła. Co jakiś czas, chętnie jednak pojem w niewielkich ilościach.
Dostępność: kupiłam będąc na wakacjach we Włoszech, w Polsce nie spotkałam do tej pory.
Cena: wybaczcie mi niepamięć.
Punkty: 6,5/10
sobota, 2 stycznia 2016
Recenzja batona Petarda - Zmiany Zmiany
Dzisiaj testowałam kolejnego batona z mojej paczki zamówionej w sklepie Evergreen, ponownie z firmy Zmiany Zmiany. Recenzję poprzednika, czyli "Alohy", możecie przeczytać klikając tutaj.
Pamiętam, że tamten bardzo mi smakował i tego samego wrażenia spodziewałam się po "Petardzie"- w końcu nazwa zobowiązuje. Jak było, przeczytacie poniżej :)
Opakowanie: różni się od innych: nie jest papierowe, natomiast foliowe. Nie stwarza to jednak dla niego zagrożenia, baton nie połamie nam się w torbie/kieszeni/plecaku. Grafika nie jest też utrzymana w stylu vintage, tylko sprawia wrażenie pop-artowego kolażu. Mimo to, podoba mi się. Petarda jest, jak to na "Petardzie" być powinno, a informacje przedstawiają się bardzo klarownie: baton jest wegański, waży 69 gramów, zawiera malinę i spirulinę oraz śmie nazywać się batonem sportowym, zresztą zupełnie słusznie (ma 269 kilokalorii i 7,5 grama białka).
Skład:
Jak zwykle cudowny. W 100% naturalny, zawiera dobrej jakości owoce, orzechy i nasiona.
Smak, konsystencja: oby dwie rzeczy są w miarę zadowalające. Jestem pod wrażeniem kolorku - przypomina ciasto "leśny mech", dzięki dodaniu do składu spiruliny. Wolałabym jednak nie jeść go w szkole, bo nie dla każdego może wyglądać apetycznie... A pytań odnośnie tego, co ja jem, mam już dość. Baton jest zbity, nie kruszy się, nie brudzi palców. Smak mnie niestety nie powalił - wszystko jest zbyt kwaśne, dlatego super by było, aby zamiast morwy dodali więcej daktyli, ponieważ reszta zapowiada się bardzo dobrze. Maliny są wyczuwalne, a nasionka chia fajnie zmieniają się w galaretkę, dostając się na język. Gdyby tylko to wszystko było słodsze...!
Dostępność: tak jak w przypadku "Alohy", trzeba albo zamawiać przez Internet, albo buszować w eko sklepach.
Cena: (Evergreen) 8 zł. Ponownie się nie skuszę!
Punkty: 6/10
Spodobało Ci się? Zapraszam w takim razie na:
-mój fanpejdż na Facebooku
-mojego instagrama: _Vegan_Rebel_
-oraz na Snapchata: martynga.imbir
Pamiętam, że tamten bardzo mi smakował i tego samego wrażenia spodziewałam się po "Petardzie"- w końcu nazwa zobowiązuje. Jak było, przeczytacie poniżej :)
Opakowanie: różni się od innych: nie jest papierowe, natomiast foliowe. Nie stwarza to jednak dla niego zagrożenia, baton nie połamie nam się w torbie/kieszeni/plecaku. Grafika nie jest też utrzymana w stylu vintage, tylko sprawia wrażenie pop-artowego kolażu. Mimo to, podoba mi się. Petarda jest, jak to na "Petardzie" być powinno, a informacje przedstawiają się bardzo klarownie: baton jest wegański, waży 69 gramów, zawiera malinę i spirulinę oraz śmie nazywać się batonem sportowym, zresztą zupełnie słusznie (ma 269 kilokalorii i 7,5 grama białka).
Skład:
Jak zwykle cudowny. W 100% naturalny, zawiera dobrej jakości owoce, orzechy i nasiona.
Dostępność: tak jak w przypadku "Alohy", trzeba albo zamawiać przez Internet, albo buszować w eko sklepach.
Cena: (Evergreen) 8 zł. Ponownie się nie skuszę!
Punkty: 6/10
Spodobało Ci się? Zapraszam w takim razie na:
-mój fanpejdż na Facebooku
-mojego instagrama: _Vegan_Rebel_
-oraz na Snapchata: martynga.imbir
sobota, 19 grudnia 2015
Recenzja batona Aloha - Zmiany Zmiany.
Pora na nowe, inne niż dotąd posty na moim blogu! Przypomniałam sobie, że w powitalnym wpisie obiecałam Wam recenzje produktów testowanych przeze mnie, na mnie (trochę to niehumanitarnie zabrzmiało😂) - a do tej pory, tych testów nie było! Startujemy więc z nową serią i na pierwszy ogień idzie:
Baton "Aloha" firmy Zmiany Zmiany!
Skład:
No cóż... Zupełnie nie ma się do czego przyczepić! Nawet wymieniony olej kokosowy jest nierafinowany.
Smak, konsystencja: jest idealnie słodki. Za każdym razem, gdy mam próbować batonika, w którym na pierwszym miejscu w składzie są daktyle, boję się troszkę, że będzie smakował jak słodki, karmelowy ulepek. Tutaj jednak cukierkowy temperament daktyli gaszą figi, szczególnie ich pesteczki, co wprowadza trochę kwaskowatości - za to też wielki plus! Kokos nie jest zbyt wyczuwalny w smaku, dużo bardziej gdy wsadzimy do papierka nos😁 Większe kawałki nerkowców i słonecznika fajnie chrupią. Baton jest duży (69 g) i zbity, nie brudzi palców, ale jednocześnie nie jest suchy. Daje porządnego "kopa" energii - ma 286 kilokalorii na porcję, co czyni z niego fajną propozycję na trening.
Dostępność: za to punkciki niestety polecą! Można nabyć go tylko w kilku większych miastach w Polsce i przez internet. Teraz żałuję, że nie zamówiłam innych smaków, robiąc zakupy w Evergreen.
Cena: 7 zł (Evergreen). Za ten smak i jakość, nie śmiałabym rządać mniej!
Punkty: 9/10. Obiecuję, że gdy pojawią się w Piotrkowie Trybunalskim, dam maksymalną ilość punktów.
Baton "Aloha" firmy Zmiany Zmiany!
Opakowanie: wykonane jest z grubego papieru. Bardzo podoba mi się to rozwiązanie - jest ekologiczne i jednocześnie chroni zawartość przed połamaniem. 1% zysku ze sprzedaży batona leci na konto Otwartych Klatek, wspaniałe! Na przodzie, na desce surfingowej widnieje napis "Aloha" i znaczek, który informuje nas, że produkt jest wegański. Wszystko tworzy aurę stylu vintage, więc oczywiście propsuję!
Skład:
No cóż... Zupełnie nie ma się do czego przyczepić! Nawet wymieniony olej kokosowy jest nierafinowany.
Smak, konsystencja: jest idealnie słodki. Za każdym razem, gdy mam próbować batonika, w którym na pierwszym miejscu w składzie są daktyle, boję się troszkę, że będzie smakował jak słodki, karmelowy ulepek. Tutaj jednak cukierkowy temperament daktyli gaszą figi, szczególnie ich pesteczki, co wprowadza trochę kwaskowatości - za to też wielki plus! Kokos nie jest zbyt wyczuwalny w smaku, dużo bardziej gdy wsadzimy do papierka nos😁 Większe kawałki nerkowców i słonecznika fajnie chrupią. Baton jest duży (69 g) i zbity, nie brudzi palców, ale jednocześnie nie jest suchy. Daje porządnego "kopa" energii - ma 286 kilokalorii na porcję, co czyni z niego fajną propozycję na trening.
Dostępność: za to punkciki niestety polecą! Można nabyć go tylko w kilku większych miastach w Polsce i przez internet. Teraz żałuję, że nie zamówiłam innych smaków, robiąc zakupy w Evergreen.
Cena: 7 zł (Evergreen). Za ten smak i jakość, nie śmiałabym rządać mniej!
Punkty: 9/10. Obiecuję, że gdy pojawią się w Piotrkowie Trybunalskim, dam maksymalną ilość punktów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












