niedziela, 29 maja 2016

Co zrobić, aby znajomi polubili Twój weganizm?


Pamiętacie, jak pół roku temu pisałam, że weganizm na poziomie gimnazjalnym to jak życie w dżungli? Otóż, przynajmniej w moim przypadku, ta sytuacja uległa sporej zmianie, a ja nauczyłam się sztuki bycia tą inną. Dacie wiarę, że teraz codziennie spotykają mnie miłe sytuacje, z tytułu tego, że jem korzonki? Ludzie ze szkoły już nie patrzą na mnie wilkiem, mam nawet wrażenie, że zbudowałam sobie pewnego rodzaju reputację bardzo przyjemnej, zachęcającej do weganizmu osoby. I wcale nie starałam się wszystkim przypodobać - to nie takie proste, bo zazwyczaj gdy chcemy, aby lubił nas każdy, nie lubi nas nikt... Byłam przez cały ten czas sobą, pracując tylko nad dyplomatycznym, nienatarczywym postępowaniem i kształtując swój charakter. Przechodząc do sedna, opowiem Wam, co możecie zrobić (zachowując się autentycznie), aby Wasze otoczenie zaakceptowało trawożerstwo.



Ukrywaj swój weganizm
To znaczy nie mów, że nie jesz mięsa, w sytuacjach, w których nie ma to najmniejszego znaczenia. Gdy przy każdej okazji starasz się podkreślać, że JESTEŚ WEGE, ludzie będą odbierać Twoje irracjonalne zachowanie w sposób podobny do reakcji na osobę, która na polu golfowym informuje zgromadzonych o swojej alergii na orzechy arachidowe. Oczywiście gdy sytuacja wymaga podania informacji o Twoim stylu żywienia, bez skrępowania o tym mów, aby uniknąć nieporozumień. Przykład: jedziesz na letni obóz i organizatorzy dopiero na miejscu dowiadują się, że nie masz zamiaru jeść schabowych, szynek, pasztetów... Czyli niemal wszystkiego, co podają tutaj do jedzenia. Stwarza do naprawdę trudną sytuację i dla Ciebie i dla opiekunów. Dlatego żeby uniknąć wielu problemów, warto nie raz samemu się ujawnić.

Nie krzycz...
szczególnie o biednych zwierzętach maltretowanych w rzeźni. Nawet gdy masz do czynienia z osobą empatyczną, licz się z tym, że może poczuć się atakowana i przekornie stwierdzić, że wcale ją to nie obchodzi. Nie ukrywaj jednak faktów - wystarczy zaznaczyć, że mając na względzie humanitaryzm nie można jednocześnie popierać zabijania. O szczegółach opowiedz, tylko jeśli Twój rozmówca chce je znać i gdy na poważnie zainteresuje się tematem. Pamiętaj, że uświadamianie jest ważne, ale do weganizmu można przekonywać w bardziej przyjemny sposób (patrz niżej), niż poprzez indoktrynację.

Przez żołądek do serca!
Będąc w pracy/szkole, poczęstuj współpracowników domowymi ciastkami, kotletami czy makaronem. Na domówkę przygotuj znany wszystkim rodzaj ciasta, frytki, kup chipsy, z pozoru niewegańskie ciastka i colę. Karmiąc sceptycznie nastawionych ludzi, staraj się pokazać, że weganizm to niekoniecznie bezglutenowe pierożki i pieczone bez tłuszczu frytki z marchewki. Jeśli ktoś nie zmienia diety z pobudek zdrowotnych, niech je na śniadanie kajzerki z pasztetem sojowym, na obiad frytki z bezmięsnym burgerem, a na kolację kanapki z chleba tostowego. Pokaż znajomym, że śmiało może się tak żywić, nie wyrządzając cierpienia zwierzętom! Ach, no i że dobrze przyrządzony wege kotlet może smakować równie wybornie, jak krwisty stek!

Śmiej się z weganizmu
Złap trochę dystansu do siebie i śmiej się razem z innymi z wegan. To wcale nie oznacza braku szacunku dla Twojego sposobu życia - każda wyluzowany/a blondynka/policjant/Polak potrafi zażartować ze swoich przywar i podejść do nich z przymrużeniem oka. Dlaczego to akurat zieloni mają być tymi sztywniakami bez poczucia humoru? Ludzie odbierają Ciebie jako pozytywną i przyjazną osobę, jeśli potrafisz śmiać się z samego siebie, warto zapamiętać ten fakt!
Ps. Czy naprawdę nie zdarzyło Ci się wybuchnąć śmiechem, gdy natrafiłeś na naprawdę zabawny mem o weganiźmie...?

Promieniej!
Bądź miły, dbaj o zdrowie, uprawiaj sport, chodź ze znajomymi na pizzę i chętnie pomagaj innym. Po prostu...bądź normalny! Udowadniaj każdego dnia, że nie jesteś żadnym aspołecznym, anemicznym dziwakiem, tylko osobą, która z określonych powodów nie spożywa produktów odzwierzęcych - i to wszystko. Staraj się być chodzącą, pozytywną reklamą weganizmu! Jeśli rzeczywiście nie jesteś wychudzony, bez problemu radzisz sobie z codziennymi zadaniami, prowadzisz udane życie towarzyskie i chodzisz zadowolony (czytaj: nie jesteś przygnębiony rozdzierającą tęsknotą za schabowym), czepliwy rozmówca nie będzie w stanie podważyć tego, że wszystko z Tobą w porządku. To przecież widać!

Na zakończenie, tak w bonusie, opowiem Wam o kilku scenkach sytuacyjnych i żartach na mój temat, które wyjątkowo rozśmieszyły moich znajomych. :)

Na ulicy; przechodzi pani trzymając siano dla królika, zakupione w sklepie zoologicznym:
Ja: -Głodna się zrobiłam.

Po imprezie urodzinowej koleżanki, która odbyła się w restauracji:
Mama koleżanki: -Znalazłaś coś dla siebie (w menu), nie jesteś głodna?
Ja: -Za lokalem rosło sporo trawy, właściciele nie będą musieli kosić trawnika.

Uwaga, teraz czarny humor.
Ze znajomymi z klasy:
Ja: -Módlcie się, abym umarła wcześniej od was, bo inaczej zjem kwiaty na waszych pogrzebach.