środa, 11 listopada 2015

Wege nastolatka na obozie, czyli jak radzić sobie na wyjazdach


 Im dłużej jesteśmy na weganizmie, tym robi się coraz prościej. Instynktownie wrzucamy odpowiednie produkty do koszyka, błyskawicznie gotujemy randomowy obiad i przez myśl nam nawet nie przechodzi, że moglibyśmy tknąć krowie mleko albo mięso. Weganizm staje się czymś naturalnym, czymś nad czym nawet się nie zastanawiamy. Jednak gdy przychodzi nam jeść w innym miejscu, niż w domowym zaciszu, zaczynają się schody. Szczególnie (niestety) w Polsce. Nasz weganizm dla wielu ludzi może nie być tak oczywisty, jak dla nas. Wiecie już, że mam 14 lat i należę do grupy akrobatycznej. Wiadomo, co to oznacza - zawody w przeróżnych miejscach w kraju, obozy, zielone szkoły i wycieczki, przez co często pojawia się problem odmiennego jedzenia. Jak to ogarnąć? Sami jesteście uczniami bądź rodzicami i przeraża Was perspektywa pierwszego wege wyjazdu? W takim razie zapraszam do lektury dzisiejszego posta!

Wycieczka
Trwa najwyżej kilka dni, często jedynym problemem jest jeden ciepły posiłek. Dwa tygodnie temu byłam na dwudniowej wycieczce w Krakowie i Bochni. Spaliśmy w kopalni 200 metrów pod ziemią i mieliśmy zjeść tamże obiadokolację oraz śniadanie. Jeszcze przed wyjazdem poszłam w szkole do pani organizującej wycieczkę i poinformowałam ją o tym, że jestem weganką i zapytałam o możliwość roślinnego posiłku. Jej reakcja bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Powiedziała, że nie sądzi, aby było to problemem i obiecała mi, że zadzwoni w tej sprawie do kopalni. Byłam bardzo ciekawa, co tam wymyślą i w głębi duszy liczyłam na to, że nie będą to znów kotlety sojowe. Po zwiedzaniu okolic, o 18.00 zjechaliśmy do kopalni i od razu udaliśmy się na jedzenie. Wszyscy dostali devolaje z ziemniakami i surówką oraz rosół, ja natomiast poczekałam moment przy okienku i dostałam...bakłażany faszerowane warzywami i kaszą kuskus, polane genialnym sosem pomidorowym! Pani kucharka podając je, zapytała: 
-"To te koszerne?" 
Taka anegdotka przy okazji, jak nas inni postrzegają... Wiele osób mówiło, że mi zazdrości, bo ich posiłek nie był zbyt dobry, czego nie można powiedzieć o moich bakłażanach, które smakowały jak z najlepszej wegańskiej knajpki. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to to, że szybko zrobiłam się głodna, co u mnie w sumie jest normalne. Dla takiego żarłoka mogliby dorzucić obok stertę pieczonych ziemniaków i byłoby git. Następnego dnia, na śniadanie dostałam zestawik na drewnianej tacy i w wiklinowym koszyczku, w skład których wchodziło: pół dzbanka mleka sojowego, olej z pestek DYNI, mielony len, micha sałatki i pieczywo chrupkie. Reszta w tym czasie jadła biały chleb z parówkami. Wrażeń raczej nie muszę opisywać. Moja rada dla Kopalni Soli w Bochni: może warto zupełnie zweganizować menu?

Obozy
Tu sytuacja się trochę komplikuje, ponieważ wyjazd trwa dużo dłużej. Tu również warto pomyśleć o tym wcześniej - dzięki temu nikt nie będzie zaskoczony. Na tegoroczny obóz akrobatyczny w Mielnie (spaliśmy w szkole) zabrałam torbę z różnymi batonikami, płatkami, pasztetami, kilkoma wekami i innym niepsującym się żarciem. Całe szczęście, że mieliśmy też możliwość codziennych zakupów spożywczych. Niestety, jedzenie na stołówce nie zaskoczyło mnie pozytywnie. Przez dziesięć dni jadłam praktycznie codziennie kotlety sojowe, ale, przyrządzane za to na tysiące sposobów! Wszystkie surówki były obficie zabielane śmietaną, pod inną postacią warzyw nie uświadczyłam. Zupy - oczywiście gotowane na mięsie. Na dodatek bardzo małe porcje. Nic dziwnego więc, że gdy wróciłam do domu okazało się, że schudłam 5 kilogramów! Na takich wyjazdach ratują nas własne zapasy, czyli na przykład:
-suszone owoce
-świeże owoce (jeśli mamy okazję je kupić)
-kanapki z masłem orzechowym (nie psują się bez lodówki)
-batoniki
-orzechy
-wafle ryżowe

Podsumowując:
Na wyjazdach szkolnych i koloniach, należy w jak największym stopniu liczyć na siebie, bo może być albo bardzo dobrze, albo bardzo źle. Nie przejmujmy się jednak zbytnio i nie popadajmy w paranoję jeśli chodzi o jakość jedzenia, bo na wycieczkę jedzie się przecież głównie dla zabawy. A gdyby ktoś miał jakiś problem z tym co jemy i dlaczego, to polecam przeczytać ten poradnik.